hej!

Hej! Paulina jestem, Wężyk na mnie mówią. Weterynarię studiuję. Tak, tak. Fach dobry. Nie da się ukryć. Ja to nawet już robotę będę miała, jak te studia skończę. Fajnie? No wiem, że fajnie. Co jeszcze? Konno jeżdżę. Wiesz… Taka pasja. Żyć bez tego nie mogę. Kocham te zwierzęta. A ty czym się interesujesz? Yhm. No tak. Pewnie czasu nie masz? Ja tam mam czas na wszystko. No… Może studiowanie ciężej idzie. Co jeszcze? Gotować lubię i umiem nawet. I tańczyć potrafię, i czasem mi dobra książka w ręce wpadnie, i film mi się zdarzy ambitny obejrzeć. Do teatru chodzić lubię i do kina też. To będziemy mieli tematy, co? Chyba nawet całkiem bystra jestem. Możemy też jakieś sporty uprawiać razem, bo ja się ruszać lubię. Nie ma to jak dobry wycisk. Może na siłownię chodzisz? Nie? Tak? Fajna sprawa. Kiedyś to chodziłam kilka razy w tygodniu. Do tego zdrowa dieta – człowiek się świetnie czuje wtedy.  Poza tym o linię dbać trzeba. Jak się teraz zacznie i w krew wejdzie to duża szansa, że w przyszłości słoniem nie zostanę. Do tego piłkę nożną lubię. Samochodem jeździć potrafię i nawet mam swój. I wina się z Tobą napiję, i wódki, i piwa też. Podróżować też lubię. Gdzie? A wszędzie. Dokąd chcesz. Jakiej muzyki słucham? A każdej. Może pokażesz mi coś ciekawego? Zainteresuj mnie. No dalej…

Na co czekasz?

8 komentarzy

Filed under różne.

brak męskich wzorców.

Pierwszy rozdział książki wujka Lwa zaczyna się od rozdziału pt. “Kłopoty z niedojrzałością”. Już na pierwszej stronie wyciąga bardzo odważną tezę, że obecnie mężczyźni dojrzewają najczęściej pomiędzy 35 a 40 rokiem życia.  Nie wiem ile w tym prawdy. Nie uznawałabym też tego za jakąś mocno obowiązującą regułę, a raczej potraktowała jako trend, który coraz bardziej się rozprzestrzenia.

Nie da się ukryć, że facet w obecnych czasach, a szczególnie w polskiej kulturze, nie ma łatwo. Wujek Lew zwraca uwagę na to, że “mężczyźni są nieobecni – ogromnie brakuje wzorców męskich. Ojciec jest nieobecny w domu, politycy nie budzą zaufania, hierarchowie kościelni też nie za bardzo, generałowie zniewieścieli. Szkoła jest sfeminizowana. Nie ma wzorców w filmach i serialach. Polski katolicyzm sprawia, że mamy więcej kobiecego pierwiastka kulturowego. Nasz kraj ma zdecydowanie żeński charakter. Kobiety mają dużo silnych wzorców kobiecych, łącznie z kultem maryjnym. Natomiast mężczyźni w religii nie mają wzorców męskich. Liturgia w Kościele ma charakter żeński, kult maryjny ma charakter żeński, księża to mężczyźni w sukienkach. W krajach zachodnich księża chodzą w garniturach i koloratkach. Inaczej mówiąc: od strony kulturowości nie dochodzą wzorce męskie.” 

Mężczyźni nie mają wzorców. Tych, którzy mają silny autorytet w postaci swojego ojca, jest jak na lekarstwo. Kryzys ojcostwa to fakt. To problem, z którym zmagamy się od dawna. Do tego okazuje się, że im dalej w las tym więcej drzew. Nie zazdroszczę chłopakom. Kiedy tak się zastanowiłam nad wszystkimi wielkimi postaciami, na których można by było się wzorować, to naprawdę ciężko mi znaleźć konkretnego faceta, którego bym podziwiała i wzięła za wzór. Dlaczego? Bo właśnie to serwuje nam współczesna kultura. O wielkich kobietach możemy poczytać w sieci i w gazetach. Jest cała masa artykułów, a nawet książek prezentujących zestawienia wybitnych przedstawicielek płci pięknej. To kobiecość coraz bardziej stawiana jest na piedestale.

A męskość? Coraz trudniej nam odpowiedzieć sobie, co to właściwie jest. Kobiety wymagają od mężczyzn cech sobie przeciwstawnych. Właściwie to przecież one prawie nigdy nie wiedzą, czego chcą, a tutaj zaczynają dyktować warunki. W kulturze brakuje za to odpowiednich wzorców. Nie ma żadnego kanonu, nie ma kodeksu, który mówiłby, jak w obecnych czasach mężczyzna powinien postępować. Nie ma ram, a powinny być. Osobiście uważam, że w życiu każdego mężczyzny powinny rządzić twarde zasady. Pytanie, skąd je wziąć?

Można z Kościoła, ale… no właśnie. Wróćmy do tekstu wujka Lwa i zastanówmy się jeszcze raz. Zgadzam się w 100% ze Starowiczem i wcale nie dziwię się, że na kościelnych ławkach większość miejsc zajmują kobiety. Nie da się ukryć, że Kościół jest trochę rozmiękły. Szczególnie widać to po większości księży, którzy w trakcie swojej posługi stają się coraz bardziej… delikatni? Nie wiem jak to nazwać, ale w ich zachowaniu jest coś takiego, co sprawia, że przestają być męscy. Oczywiście, że są wyjątki, ale na te wyjątki trzeba trafić. Większość panów w kontaktach z KK nie miało tego szczęścia, więc nic dziwnego, że odchodzą.

Co więc zostaje? Często papka, z której ciężko wynieść coś dla siebie. Oczywiście powiecie mi zaraz, że przecież zasady można sobie ustalić samemu i nie jest potrzebny do tego żaden kult. Nie przeczę, ale nie da się ukryć, że określenie swoich własnych reguł jest bardzo trudne, zaś najczęściej stosowaną metodą jest metoda prób i błędów. Do tego zwykle dzieje się to na zasadzie “hulaj dusza, piekła nie ma!”. Nie mówię, że katolicy tak się nie zachowują, bo przecież nie ma idealnych wierzących, ale jednak świadomość istnienia wyższej instancji może mieć decydujący wpływ na wielkość hedonistycznych zapędów. Może uchronić przed błędami, które najzwyczajniej w świecie mogą mężczyźnie zniszczyć życie, a szczególnie psychikę.

No dobrze. Ja się nagadałam. Teraz kolej na was. Podejrzewam, że w kilku kwestiach tu się mylę. Bardzo proszę… Wyprowadźcie mnie z błędu. Najlepiej podając przykłady współczesnych mężczyzn godnych naśladowania.

16 komentarzy

Filed under damsko-męsko., Wężyk czyta., Wężyk-katol.

kobiety kochają optymizm.

Wiecie, co jest najlepsiejszym upiększaczem na świecie? Uśmiech, moi drodzy. Najlepiej taki szczery. Jeszcze lepiej jak człowiek cały jest radosny – właśnie wtedy staje się dużo atrakcyjniejszy. Takie wesołe szczerzenie zębów i pozytywne nastawienie do płci przeciwnej może być najlepszym kluczem do udanego podrywu. Mało tego! O ile nie jest się totalnym paszczurem, to można tym prostym sposobem przebić nawet dużo bardziej atrakcyjną konkurencję.

Działa w obie strony. My już nie raz sprawdziłyśmy to na własnej skórze. Działa. Mężczyźni lecą jak muchy.

My za to z reguły nie możemy się oprzeć uśmiechniętym chłopcom. Jeśli do tego potrafią nas rozśmieszyć i zainteresować sobą, to czasem nic więcej do szczęścia nie trzeba.

Dotyczy to nie tylko zwykłego podrywu. W relacjach długoterminowych też się sprawdza. Tylko tutaj już nie chodzi o zwykły uśmiech, a o nastawienie do życia. Ono musi być pozytywne. Wężyk nie jest w stanie długo wytrzymać z gburami. Jak przegniesz z jęczeniem, to możesz być pewien, że zniknę tak szybko, jak się pojawiłam. Musisz mieć coś, co cię cieszy. Trzeba mieć tą iskrę, żeby można było razem konie kraść i nadawać kolory szarości dnia codziennego.

Nie masz wyboru człowieku , czacha dymi.
Pamiętaj że kobiety kochają optymizm! 

5 komentarzy

Filed under damsko-męsko.

zrozumieć kobietę.

“O mężczyźnie”  dziś będzie. Nie pierwszy i nie ostatni raz. Jak zdążyliście zapewne zauważyć płeć przeciwna jest tematem przeze mnie bardzo lubianym, jeśli nie ulubionym, biorąc pod uwagę treść moich niekończących się rozmów z K. Nic więc dziwnego, że kiedy na półce w empiku pojawiła się najnowsza publikacja Lwa-Starowicza, to moje oczka zaświeciły się, a łapki szybko ją chwyciły i zaczęły radośnie przerzucać kartki. Pierwsze kilkadziesiąt stron przeczytałam w empiku i niestety nie było wyjścia – musiałam książkę kupić, bo zdałam sobie sprawę, że jeszcze niejednokrotnie będę do niej wracać.

Nie będę tu się rozwodzić nad błyskotliwością tej pozycji, będącej w zasadzie bardzo długim wywiadem. Powiem tylko, że dowiedziałam się od wujka Lwa (tak go będziemy tutaj nazywać) kilku naprawdę interesujących rzeczy. Jedne były nowe, inne okazały się być tylko naukowym potwierdzeniem moich poglądów. Dzisiaj podam wam pierwszy przykład (bo na pewno nie ostatni).

Jednym z ciekawszych faktów, które przytoczył tu wujek Lew jest “pewna niebezpieczna prawidłowość, którą od jakiegoś czasu w mojej (czyt. wujka Lwa) praktyce obserwuję. Powtarzający się zarzut: “On mnie nie rozumie”. Co to właściwie znaczy: rozumieć. Na podstawie rozmów w gabinecie wnioskuję, że ni mniej, ni więcej, jak tylko: “Myśl i czuj tak jak ja”. Bycie rozumianą w oczach wielu pań wiąże się z tym, że on musi przyjąć rolę innej kobiety, jej siostry, przyjaciółki, klona, jej wersji bis. To niesłychanie niebezpieczne dla związku. Okazuje się, że upodabnianie się psychiczne partnerów, zlanie się ich osobowości w jedną prowadzi do zaniku wzajemnej atrakcyjności, spadku pożądania, namiętności. Pociąga bowiem inność, a nie tożsamość. Dlatego lepiej, żeby panie nie prosiły Boga o rozumiejących wszystko mężów, bo jeżeli spełni się ich życzenie, w łóżku nic się nie wydarzy. Panowie są zdolni do empatii, ale nie do zrozumienia kobiety. Jeżeli zaś ją rozumieją tak, jak by ona chciała, natychmiast stracą dla niej swoją atrakcyjność i indywidualność”. 

Nie powiem, żeby mną to nie rąbnęło. Od jakiegoś czasu uważałam, że przeciwieństwa wcale się nie przyciągają i w zasadzie najlepiej szukać partnerów podobnych sobie. Na szczęście moja teoria nie została do końca obalona. Przecież nawet jeśli gość wydaje mi się na początku bardzo do mnie podobny, to i tak zawsze okazuje się, że przy bliższym poznaniu na jaw wychodzi coraz to więcej różnic. Nie mówiąc o tym, że pierwszą i podstawową cechą, którą się różnimy, jest płeć. On ma być męski, ja mam być kobieca. Koniec kropka. Sama ostatnimi czasy pracuję od nowa nad swoją kobiecością, bo gdzieś zapędziłam się w samczych zachowaniach. Na szczęście wszystko wskazuje na to, że jeszcze nie wyrosły mi jądra. Jest więc nadzieja!

Gorzej jednak z napotykanymi panami. Niestety tak jak w sobie dostrzegam niekiedy pierwiastek męski, tak wśród płci przeciwnej coraz więcej bardziej widoczne są cechy kobiece. Fuj.

Zgadzam się tutaj z wujkiem Lwem. Facet, który rozumie kobiety i myśli podobnie, nie ma żadnych szans, żeby mnie zainteresować. Może być kumplem. Jasne. Tylko nikim więcej. Głupotą jest zawsze oczekiwać od mężczyzn zrozumienia. My same często nie potrafimy racjonalnie wytłumaczyć swoich zachowań, a co dopiero żądać tego od Bogu ducha winnego mężczyzny? Nie, nie i jeszcze raz nie. Czasami to nawet lepiej siedzieć cicho i nie próbować wszystkiego tłumaczyć, bo w oczach racjonalnego, normalnego samca można wyjść tylko na idiotkę. On może być wsparciem, ale nie musi znać wszystkich naszych myśli, nie musi rozumieć. On jest inaczej ociosany. On jest prostszy. Inaczej myśli i inaczej działa. Trzeba znać podstawowe różnice między płciami i nie walczyć z nimi. Bądźmy inni. Uzupełniajmy się. Zbytnia symbioza nie jest dobra. Zabiera nam tajemnice, które podtrzymują wzajemną fascynację.

Chciejmy być inne i tajemnicze. Otwierajmy się przed mężczyznami, ale zostawiajmy co nieco dla siebie. Są tacy zakochani starsi panowie, którzy po kilkudziesięciu latach związku dalej patrzą na swoje żony, jak na piękne stworzenia nie do ogarnięcia. Która z nas nie chciałaby być cały czas tak intrygującą kobietą?

2 komentarzy

Filed under damsko-męsko., Wężyk czyta.

letnie niebo w gębie.

Jest ciepło, słonecznie i pięknie. W powietrzu czuć wakacje, a biedni studenci muszą siedzieć na swoich szanownych czterech literach i zakuwać. Dla uprzyjemnienia swego marnego żywota proponuję zaprosić lato do domu, serwując sobie iście wakacyjne specjały! U mnie dzisiaj gości te oto cudo:

Koktajl nie byle jaki, bo z zamrożonego banana (ach! banan to jeden z cudów świata przecież), kakałkiem i kawą. Zestawienie przepyszne. Musicie spróbować, jeśli macie na stanie mikser, który poradzi sobie z mrożonką. Przepis wzięłam stąd i wygląda w ten sposób:

KOKTAJL MLECZNY NA START

Składniki:
1 dojrzały, zamrożony banan
2/3 szklanki mleka
2 łyżeczki kakao (Nigella mówi o 4 łyżeczkach czekolady w proszku)
1 łyżka miodu
1 łyżeczka kawy rozpuszczalnej

Zmiksować i przelać do szklanki.

Smacznego!

P.S.: Coś czuję, że w najbliższym czasie coraz więcej zamrożonych owoców będzie się spotykać z ostrzami mojego miksera! Mniam.

6 komentarzy

Filed under różne.

kiedyś.

Kiedyś znajdę swoje niebo w twoich ramionach. Utonę w twoich oczach. Kiedyś znów poczuję się mała i bezbronna. Przytulę cię z całej siły, jakbym miała nigdy nie puścić. Kiedyś wycałuję emocje na twoich wargach. Zostawię ślady swoich perfum wymieszanych z własnym zapachem.  Będę śmiała się perliście, łaskotana tembrem twojego głosu. Kiedyś obudzę w sobie wszystkie głęboko chowane pokłady czułości.

Nie będzie nic ważniejszego od nas. Kiedyś.

3 komentarzy

Filed under różne.

dzień matki 2012. biegniemy obok siebie.

Matki nie są idealne. Popełniają błędy i mają często masę wad. Nie zawsze są rozsądne, niekiedy wcale nie mają poukładanego życia. Nie wszystkie potrafią okazywać miłość swoim dzieciom. Bywają upierdliwe i męczące. Często za dużo mówią i robią z igły widły. Dziamgolą, awanturują się, obrażają, niepotrzebnie wtrącają albo wręcz na odwrót – mają w dupie to, czego mieć nie powinny.

Córki niejednokrotnie przekonują się, jak trudna jest relacja z ich matkami. Nawet jeśli więź jest silna i piękna, to bardzo często sprawia wiele kłopotów.  Mówi się, że niedaleko pada jabłko od jabłoni i nie da się temu zaprzeczyć. Nasze mamy często irytują nas tak bardzo, bo… jesteśmy do nich bardzo podobne. Z reguły ludzi najbardziej denerwują właśnie ich własne cechy, a przecież kto inny, jak nie matka jest pierwszym wzorem bycia kobietą? To ona przekazuje nam swoją wiedzę i nawyki. Daje nam pierwszą receptę na to, jak być kobietą. Każda taka recepta ma oczywiście swoje niedoskonałości, które z reguły w pewnym momencie naszego życia potrafią urosnąć do rangi błędów nie do wybaczenia. Tak było też w moim przypadku.

Moja mama jest kobietą niesamowitą. Robi tysiąc rzeczy na minutę, jest inteligentna i przede wszystkim bardzo kochająca. Podziwiam ją – za jej siłę, wytrwałość i zdolność do poświęceń. Za skromność i setki odniesionych sukcesów. Za piękny uśmiech. Za zwyczajne dobro. Kiedyś bardzo chciałam być dokładnie taka jak ona. Kiedyś. To było dawno. Dziś wiem, że moje życie powinno wyglądać inaczej. Za każdym razem, kiedy patrzę na jej umęczoną twarz, to drżę ze strachu na myśl, że moja przyszłość będzie wyglądać tak samo. Od lat walczę z wadami odziedziczonymi po niej i mogłabym wyliczyć po kolei je wszystkie. Były momenty, kiedy szczerze nienawidziłam ją za ten spadek i obwiniałam za swoje życiowe niepowodzenia. Były setki łez i morze emocji. Były najbardziej wyczerpujące kłótnie w życiu, które na szczęście prędzej, czy później kończyły się ciepłym uściskiem. Pewnie jeszcze wiele takich przed nami, ale najważniejsze, że teraz traktujemy się jak niezależne kobiety. Emocjonalna pępowina została zerwana. Jestem do niej podobna, ale też zupełnie inna. Szanujemy się. Wiele się od niej nauczyłam, ale ona też wiele uczy się ode mnie. Biegniemy obok siebie, pomimo wszystkich kłód na naszej drodze.

To niesamowite, jak wiele matka może znieść dla swoich dzieci. Niezależnie od tego jak bardzo ją ranią, ona zawsze czeka i kocha. No może nie każda, ale moja jak najbardziej. Świadomość takiej bezwarunkowej miłości jest bezcenna. Daje poczucie bezpieczeństwa. Pomaga osiągnąć stabilność. Jestem niesamowitą szczęściarą, że mam ten komfort.

Dziękuję, mamo.

Dodaj komentarz

Filed under moje filozofie., różne., styl życia.