“O mężczyźnie” dziś będzie. Nie pierwszy i nie ostatni raz. Jak zdążyliście zapewne zauważyć płeć przeciwna jest tematem przeze mnie bardzo lubianym, jeśli nie ulubionym, biorąc pod uwagę treść moich niekończących się rozmów z K. Nic więc dziwnego, że kiedy na półce w empiku pojawiła się najnowsza publikacja Lwa-Starowicza, to moje oczka zaświeciły się, a łapki szybko ją chwyciły i zaczęły radośnie przerzucać kartki. Pierwsze kilkadziesiąt stron przeczytałam w empiku i niestety nie było wyjścia – musiałam książkę kupić, bo zdałam sobie sprawę, że jeszcze niejednokrotnie będę do niej wracać.
Nie będę tu się rozwodzić nad błyskotliwością tej pozycji, będącej w zasadzie bardzo długim wywiadem. Powiem tylko, że dowiedziałam się od wujka Lwa (tak go będziemy tutaj nazywać) kilku naprawdę interesujących rzeczy. Jedne były nowe, inne okazały się być tylko naukowym potwierdzeniem moich poglądów. Dzisiaj podam wam pierwszy przykład (bo na pewno nie ostatni).
Jednym z ciekawszych faktów, które przytoczył tu wujek Lew jest “pewna niebezpieczna prawidłowość, którą od jakiegoś czasu w mojej (czyt. wujka Lwa) praktyce obserwuję. Powtarzający się zarzut: “On mnie nie rozumie”. Co to właściwie znaczy: rozumieć. Na podstawie rozmów w gabinecie wnioskuję, że ni mniej, ni więcej, jak tylko: “Myśl i czuj tak jak ja”. Bycie rozumianą w oczach wielu pań wiąże się z tym, że on musi przyjąć rolę innej kobiety, jej siostry, przyjaciółki, klona, jej wersji bis. To niesłychanie niebezpieczne dla związku. Okazuje się, że upodabnianie się psychiczne partnerów, zlanie się ich osobowości w jedną prowadzi do zaniku wzajemnej atrakcyjności, spadku pożądania, namiętności. Pociąga bowiem inność, a nie tożsamość. Dlatego lepiej, żeby panie nie prosiły Boga o rozumiejących wszystko mężów, bo jeżeli spełni się ich życzenie, w łóżku nic się nie wydarzy. Panowie są zdolni do empatii, ale nie do zrozumienia kobiety. Jeżeli zaś ją rozumieją tak, jak by ona chciała, natychmiast stracą dla niej swoją atrakcyjność i indywidualność”.
Nie powiem, żeby mną to nie rąbnęło. Od jakiegoś czasu uważałam, że przeciwieństwa wcale się nie przyciągają i w zasadzie najlepiej szukać partnerów podobnych sobie. Na szczęście moja teoria nie została do końca obalona. Przecież nawet jeśli gość wydaje mi się na początku bardzo do mnie podobny, to i tak zawsze okazuje się, że przy bliższym poznaniu na jaw wychodzi coraz to więcej różnic. Nie mówiąc o tym, że pierwszą i podstawową cechą, którą się różnimy, jest płeć. On ma być męski, ja mam być kobieca. Koniec kropka. Sama ostatnimi czasy pracuję od nowa nad swoją kobiecością, bo gdzieś zapędziłam się w samczych zachowaniach. Na szczęście wszystko wskazuje na to, że jeszcze nie wyrosły mi jądra. Jest więc nadzieja!
Gorzej jednak z napotykanymi panami. Niestety tak jak w sobie dostrzegam niekiedy pierwiastek męski, tak wśród płci przeciwnej coraz więcej bardziej widoczne są cechy kobiece. Fuj.
Zgadzam się tutaj z wujkiem Lwem. Facet, który rozumie kobiety i myśli podobnie, nie ma żadnych szans, żeby mnie zainteresować. Może być kumplem. Jasne. Tylko nikim więcej. Głupotą jest zawsze oczekiwać od mężczyzn zrozumienia. My same często nie potrafimy racjonalnie wytłumaczyć swoich zachowań, a co dopiero żądać tego od Bogu ducha winnego mężczyzny? Nie, nie i jeszcze raz nie. Czasami to nawet lepiej siedzieć cicho i nie próbować wszystkiego tłumaczyć, bo w oczach racjonalnego, normalnego samca można wyjść tylko na idiotkę. On może być wsparciem, ale nie musi znać wszystkich naszych myśli, nie musi rozumieć. On jest inaczej ociosany. On jest prostszy. Inaczej myśli i inaczej działa. Trzeba znać podstawowe różnice między płciami i nie walczyć z nimi. Bądźmy inni. Uzupełniajmy się. Zbytnia symbioza nie jest dobra. Zabiera nam tajemnice, które podtrzymują wzajemną fascynację.
Chciejmy być inne i tajemnicze. Otwierajmy się przed mężczyznami, ale zostawiajmy co nieco dla siebie. Są tacy zakochani starsi panowie, którzy po kilkudziesięciu latach związku dalej patrzą na swoje żony, jak na piękne stworzenia nie do ogarnięcia. Która z nas nie chciałaby być cały czas tak intrygującą kobietą?
Dodaj do ulubionych:
2 bloggers like this wpis.